Wojciech Gilewicz swoje poszukiwania artystyczne sytuuje „pomiędzy” malarstwem a fotografią.
Już jego dyplom w Gościnnej Pracowni Leona Tarasewicza na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w 1999 roku, zakładał „badanie” związków i relacji pomiędzy tymi dyscyplinami, zatarcia ich granic i zamiany ich funkcji.
Obrazy Gilewicza są niezwykłym „barometrem” , reagującym na czas i przestrzeń i wchłaniając kontekst zdarzeń, upodabniają się do sytuacji, wtapiając się w nią niemal całkowicie. Obraz malarski jest więc zarówno finałem całego procesu malowania jak również pretekstem do badania całego kontekstu jego otoczenia. Czas powstawania jest źródłem i powodem określania jego emocjonalnej przestrzeni. Jest jak czuła aparatura rejestrująca wszelkie możliwe stany i zjawiska, budującego się wokół punktu centralnego: artysty i obrazu. Bywa tak, że obraz fotograficzny staje się obrazem malarskim, by w końcu znów „zamienić” się w fotografię. Obraz i cały proces malowania jest korygowany poprzez optykę aparatu fotograficznego, który ustawiony w pewnej odległości od obrazu ustala system widzenia i jego relacje przestrzenne. Kolejny etap malowania kończy się w momencie, kiedy całkowicie zanika różnica pomiędzy obrazem i otoczeniem. Ten fakt jest przez artystę rejestrowany fotograficznie.
Wystawa Wojciecha Gilewicza w Galerii Białej w Lublinie uosabia podobny rodzaj penetracji twórczej. Artysta przez dwa tygodnie malował przy skwerze nieopodal Centrum Kultury jeden obraz (odpowiadający formatowi jednej z galeryjnych ścian), nasycając całą sytuację własnymi emocjami, zachowaniem przechodniów, malarską reakcją na bardzo wyraźne zmiany pogody. Pojawił się tu szczególny kontekst miejsca, gdzie istotna stała się ścieżka łącząca miejsce malowania obrazu z miejscem fotografowania kolejnych etapów. Dopełnieniem są „inne” zdjęcia z pobytu Wojtka w Lublinie.
Powstała wystawa dalece rozszerza swój własny kontekst, nie zapominając, że w założeniu był również pretekst widzenia przez obiektyw fotograficzny. Ten mechaniczny zapis rejestruje okoliczności i sytuacje towarzyszące miejscu powstania obrazu i wystawy, przede wszystkim zaś utrwala konsekwencje podjętego ryzyka malarskiego.
A sztuka, która wychodzi poza ściany galerii, wraca do nich nasycona własnym kontekstem zdarzeń, czasu, przestrzeni, miejsca i ludzi, którzy przechodząc obok mimochodem stają się częścią artystycznego zapisu.
Jan Gryka