Prywatna panorama


Instalacja Wojciecha Gilewicza „Miasto-osiedle-pracownia-mieszkanie"

     Miejsca, w których mieszkam, pracuję i przebywam, wzajemnie się przenikają.
Osiedle Międzynarodowa to mój świat - mówi Wojciech Gilewicz.

     Wojciech Gilewicz dwa lata temu obronił dyplom z malarstwa w pracowni Leona Tarasewicza, aneks do dyplomu zrobił z fotografii. I te dwie artystyczne pasje kontynuuje, a nawet potrafi intrygująco połączyć w jednej instalacji. Tak jest w przypadku pracy pod roboczym tytułem „Miasto-osiedle-pracownia-mieszkanie", którą można oglądać przez weekend przy ul. Zwycięzców 42. Na wystawę składają się dwa olejne obrazy o wymiarach 360x240cm każdy oraz ponad 500 zdjęć.

     Dziewiąte piętro

     Wojciech Gilewicz fotografuje aparatem, który umieścił na statywie na balkonie swojego mieszkania.

     - Dziewiąte piętro, stała wysokość - mówi. - Zmieniają się pory roku, zmienia oświetlenie, ale punkt widzenia jest jeden.

     To jedna seria zdjęć - podwórko osiedla widziane z wysokości. Ale Gilewicz w zasadzie fotografuje wszystko. Wędruje z aparatem po Saskiej Kępie, uwiecznia kolejne etapy malowania obrazów w swojej pracowni, wnętrze mieszkania - kanapę, biblioteczkę, kuchnię. I oczywiście swojego najpiękniejszego na świecie psa. I mimo że jest niezwykle skromnym człowiekiem, fotografuje też siebie, żebyśmy wiedzieli, do kogo ten cały mikroświat należy.

     Ze zdjęć i obrazów tworzy następnie całość. - To jest rodzaj panoramy, w której zdjęcia nachodzą na obrazy, wtapiają się w nie - mówi Wojciech Gilewicz. - Za każdym razem komponuję ją inaczej.

     Zdjęcia zanurzone w farbie

      „Panoramę" zaczynamy oglądać od lewej. Otwiera ją wielki obraz z rozmalowanym burzowym niebem.

     - Niebo fascynuje mnie jako temat malarski i fotograficzny - mówi Gilewicz. - Zdjęcia nieba nakleiłem na płótno i „wmalowałem" je w obraz.

     Dalej - dziesiątki zestawionych ze sobą zdjęć widoku z dziewiątego piętra, naklejonych mozaikowo bezpośrednio na ścianę. Płynnie nachodzą na kolejny obraz przedstawiający ten sam widok z okna, to samo podwórko, ławki, jeziorko, drzewa - tyle że wymalowane pieczołowicie na płótnie. Tu też wkomponowane są ostrzejsze, bardziej realne fragmenty fotograficzne. Wyobrażam to sobie: artysta wygląda ze swojego okna, żeby przyjrzeć się dokładnie szczegółom, a zanim stanie przy płótnie, naciska przycisk migawki. Pełen akt twórczy. I codzienne życie. Wchodzi do mieszkania i dalej fotografuje. Te najbardziej prywatne, domowe zdjęcia i autoportrety zamykają całą panoramę.

     Gilewiczowi udało się pozyskać na wystawę wymarzony lokal. W ciągu nowiutkich bloków przy ul. Zwycięzców wybudowanych przez firmę Echo Investment na parterze znajdują się pomieszczenia na lokale usługowe. Nie wszystkie jeszcze zajęte. - Zwróciłem się do firmy o udostępnienie pustego lokalu i od razu się zgodzili. Wydrukowali mi nawet plakaty i zaproszenia. Musieliśmy tylko uprzątnąć gruz, założyć oświetlenie. A miejsce jest świetne - całkowicie od frontu, przeszklone tak, że przechodnie widzą, co dzieje się w środku.

     To działa. Zaintrygowani chętnie wchodzą. Sztuka zaskakuje, łapie ich w tym miejscu. Na osiedlu mieszkaniowym, między bankiem a apteką. [...]

Agnieszka Kowalska
Gazeta Stołeczna, 28.V.2001

 

powrót na górę strony