Obecna, druga wystawa Wojciecha Gilewicza w Galerii Foksal znacznie różni się od tego, do czego artysta przyzwyczaił nas w swoich dotychczasowych realizacjach. Gilewicz prezentuje obrazy, które powstały w ramach jego wcześniejszych projektów. Tym razem pokazuje je jednak jako prace całkowicie abstrakcyjne, wyjęte z kontekstu, w jakim się pierwotnie znajdowały. Obrazy te powstały bowiem jako realistyczne malarskie repliki zastępujące elementy otaczającego świata. Podszywały się zazwyczaj pod fragmenty ścian budynków, parapety czy płyty chodnikowe. Odnaleźć je można było jedynie dzięki specjalnej mapce przygotowanej przez artystę. Tak perfekcyjnie stapiały się z rzeczywistością, że dla widza nieuprzedzonego o ich obecności pozostawały zupełnie niewidoczne. Dotychczasowe działania Gilewicza sytuowały się na styku malarstwa, fotografii, instalacji i filmów wideo dokumentujących malarskie akcje artysty. Finalna praca była połączeniem wielu elementów, a obrazy – nawet przeniesione do wnętrza galerii – zyskiwały znaczenie dopiero w kontekście całości. Podobnie było z realizacją, którą Gilewicz przygotował dla Galerii Foksal w 2005 roku. Praca ta łączyła w sobie malarstwo, fotografię oraz rzeczywistość – widok z okna galerii. Obrazy we wnętrzu galerii – trzy figury o nieregularnych kształtach – odczytywać należało w połączeniu z fotografiami, ukazującymi trzy blejtramy w parku przed i po zamalowaniu, oraz widokiem na park z galeryjnego okna. Tym razem Gilewicz idzie o krok dalej. Pozbawia swoje obrazy kontekstu, kładzie nacisk na ich malarską formę. Nie ma już znaczenia, czy prace te funkcjonowały pierwotnie w tkance miejskiej Warszawy, Sanoka albo Paryża, czy wpisywały się w przestrzeń nowojorskiej stacji metra, warszawskiej Zachęty czy Muzeum Sztuk Pięknych w Iwano-Frankiwsku na Ukrainie. Tym razem liczą się obrazy jako niezależne byty i tylko one. Jakie nowe znaczenia zyskają? W jaki sposób przemówią na tle całej malarskiej tradycji i historii tego medium? I wreszcie – czy prace Gilewicza dostarczają prostych odpowiedzi na te pytania, czy też prowokują do dalszych rozważań?
Ewa Witkowska