Tekst do katalogu (Wojciech Gilewicz, Galeria Foksal 2005)

 

     Wojciech Gilewicz spojrzał przez okno galerii na opuszczony park, ledwie budzący się do życia po ustąpieniu śniegu. Widok dość pospolity. Pnie i gałęzie drzew, na drugim planie parkan, jakieś budynki; wielki kloc zwalonego kiedyś dębu leży zmurszały na nieodrosłym po zimie trawniku. Malarz wybiera sobie z tego widoku pewien horyzont i na nim skupia uwagę. Odtąd interesują go tylko trzy miejsca na linii tego horyzontu. Chce namalować trzy obrazy, których kadry i motywy ujawniły się niejako same w wyznaczonych miejscach. Chce także – na fotografii – pokazać cały widok, w którym namalowane obrazy staną się niewidoczne. Niewidoczne, to nie znaczy zbędne.

    Niekonwencjonalne, a zarazem proste jest przedsięwzięcie Wojciecha Gilewicza. Ten pejzaż zafascynował go nie dlatego, aby był piękny i aby chciał on namalować piękny obraz. W zupełnie inny sposób, niż dzieje się to zazwyczaj, artysta mierzy się z pejzażem i z samym malarstwem. Pragnie w nowy sposób uszanować naturę i w nowy sposób – w stosunku do niej – potraktować zadanie malarza.

    Punktem wyjścia były trzy białe płótna umieszczone w wybranych miejscach w parku. Ich kształt i wymiary zostały odnalezione w wyniku wielu prób i wyliczeń zmierzających do maksymalnego zespolenia ich z pejzażem. Sam proces malowania, trwający przez wiele dni, ujawnił intrygujące i inspirujące paradoksy.

    Fragment pejzażu, zasłonięty przed wzrokiem malarza przez nienamalowany obraz, jest przez niego malowany „z natury”. Płótno malarskie, które zasłoniło widok, po namalowaniu widok ten uosabia, lecz – stapiając się z nim, czy raczej go zastępując – samo równocześnie znika; wizerunek zostaje unieważniony. To widać na fotografii.

    Paradoksalne są też te obrazy, kiedy, wyrwane z kontekstu natury, zostają przeniesione do galerii. Ich kształt i wygląd odbiegają daleko od wizerunku natury, którą tak nienagannie, a zarazem tak złudnie reprezentowały, czy też, pod którą się podszywały. Stanowią jednak niekwestionowane i wymowne świadectwo podjętego procesu malowania; są też istotnym, autonomicznym jego efektem.

Wiesław Borowski

 

powrót na górę strony